niedziela, 1 lutego 2015

"BUSINESS LOUNGES - Bo Twoja podróż zaczyna się już na lotnisku"


Od tego postu zaczyna się cała historia. Dopiero przy ostatnim, powiem coś, co tak naprawdę przyciągnęłoby wszystkich czytelników. Ale nie chcę tego robić. Patrzylibyście na wszystko inaczej, nie tak jak chcę, żebyście patrzyli.



Z każdym kolejnym krokiem czułam coraz bardziej, że nie pasuję do tego miejsca. Przetarte jeansy w wielu miejscach i bluza z kapturem nie komponowały się idealnie z otoczeniem w jakim przebywałam. Lekko zmieszana, czując na sobie spojrzenia obcych ludzi, zajęłam miejsce przy oknie. Zatapiając się w mięciutkim fotelu rozłożyłam kartę dań i ukratkiem zaczęłam przyglądać się tym wszystkim ludziom. 13 osób. Prawie każda wyglądała tak samo. Ten sam schemat. Kobieta - włosy wysoko upięte w koka, ciemna, nie rzucająca się w oczy garsonka, idealnie pomalowana, wysokie buty, laptop, telefon, gazeta, kawa. Mężczyzna - Krótko ostrzyżony, garnitur, lekko poluzowany krawat, czyste skórzane buty, laptop, telefon, gazeta, kawa. I ja. Jeansy, trampki (pomimo zimy) czarna bluza z kapturem, czapka przypięta do plecaka, telefon z pękniętą szybką i ciągle podłączonymi słuchawkami. Z zamyślenia wyrwał mnie głos, który chyba od dłuższej chwili zadawał to samo pytanie. Zmieszana odłożyłam kartę i spostrzegłam stojącą przede mną kelnerkę.
- Witam i dziękuję za wybranie naszych linii lotniczych. Czy mogę zaproponować coś do jedzenia lub picia? - Zapytała z przyklejonym do twarzy uśmiechem.
- Woda. Woda będzie okej.
- Wszystko co dla państwa oferujemy jest wliczone w cenę. Może jednak coś jeszcze? - Wyraźnie rozbawiona podkreśliła, że wybieram coś, co jest wliczone w cenę.
- Nadal poproszę tylko wodę.
Skinęła głową i bardzo szybko się ulotniła. Po chwili przyniosła idealnie wymytą szklankę z butelką wody. Bąknęła coś jeszcze o wezwaniu, gdybym czegoś potrzebowała i już jej nie było. Spojrzałam na zegarek. Dokładnie 3 godziny do odlotu. No i co ja mam robić tyle czasu? Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Łazienka z prysznicami, komputery, telewizory, gazety zagraniczne, zimne przekąski, alkohole, Pik pik. O, mój telefon połączył się z wifi. Wiadomość od niego.
- O której masz samolot?
- Za trzy godziny. Nie chcę jechać.
- Żartujesz? Każdy marzy o Nowym Jorku a Ty teraz marudzisz? Tyle czekałaś aż się z nim zobaczysz. Nawet nie waż się zmieniać zdania.
- Nie zmieniam zdania. Tylko się denerwuje. Pierwszy raz lecę gdzieś sama.
- Muszę iść, mam sporo roboty. Daj znać jak dolecisz. No. Kocham Cię.
- Dam znać, pa.
Krótko, zimno. Czyli w skrócie jak zwykle. Nasze rozmowy stały się takie już jakiś czas temu. Ale nie wiem czego oczekiwałam. Każdy marzy o Nowym Jorku. Też marzyłam. Więc jak to się stało, że teraz się z tego nie cieszę? Gdzie zniknęły mi ostatnie 6 lat życia? Czeka mnie 9 godzin lotu i 3 oczekiwania. Chyba najlepszy czas, żeby sobie wszystko poukładać.